Silne Białorusinki

Ten felieton powstał kilkanaście dni temu, pod wpływem silnych emocji, mam wrażenie, jakby przywołany tutaj temat został owiany dramatyczną zmową milczenia… zaobserwowałam, że dzisiejsza opinia publiczna, wciąż żyje wirusem w koronie, podnieca się perypetiami rodziny Martyniuków, albo z zapartym tchem obstawia, która para pożegna się z parkietem tańca z gwiazdami… Tym bardziej uważam, że w tym miejscu, bezwzględnie należało poddać refleksji naprawdę istotną sprawę.

Wszystko zaczęło się od NIEJ.

A na imię JEJ SIŁA.

Silne Kobiety są dzisiaj symbolem heroicznej i bezkompromisowej walki o demokrację na Białorusi. Białorusini już dawno temu doszli do kresu swojej wytrzymałości, czemu coraz śmielej zaczęli dawać wyraz już na długo przed wyborami prezydenckimi w 2020 roku. Swoimi działaniami wykreowali sytuację bez precedensu, skutkiem czego nastała nowa era. Zdecydowanie zdominowana przez Kobiety. Niemniej jednak Białorusinki, do spółki z Białorusinami nigdy dotąd tak desperacko, rozpaczliwie, głośno i jednomyślnie nie wyrażali się w akcie żądania zmian. Począwszy od ustanowienia większej ilości opozycji w Mińsku. Od tego momentu wystartowała machina pod tytułem „chcemy zmiany”.

W tym miejscu chciałabym przytoczyć sylwetki trzech wybranych (spośród całej masy anonimowych, acz równie mocno zasługujących na wyrazy szacunku i uznania Kobiet), którym już za życia należałoby wystawić ogromny pomnik za zasługi, upamiętniający po wsze czasy ich bohaterstwo. Stały się one bowiem w pewnym sensie prowodyrkami całego „zamieszania”.

Pierwszą z nich jest znana już chyba w każdym zakątku świata Swiatłana Cichanouska – główna rywalka Łukaszenki w walce o fotel Prezydenta Białorusi. Na jednym z wieców wyborczych w Mińsku, na którym nota bene zebrało się prawie 70 tysięcy osób… kandydatka na urząd prezydenta Białorusi, sama o sobie mówiła, że: „Ja nie jestem politykiem i nie potrzebuje władzy, ale mój mąż jest w więzieniu i musiałam ukryć swoje dzieci, żeby były bezpieczne, złożyłam w ofierze moje spokojne życie dla nas wszystkich. Mam dość cierpienia! Mam dość milczenia! Mam dość strachu”. Na chwilę po wypowiedzeniu tych znamiennych słów, rzuciła w eter pytanie: „Czy wy także macie dość strachu?”. Wywołała tym samym swego rodzaju poruszenie, tysiące osób jednym, zgodnym chórem odpowiedziało: „TAK! Mamy dość! Dość strachu! Dość cierpienia! Dość milczenia!”. Te słowa nigdy nie mogą zostać zapomniane! Aktualnie jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy nowego rozdania – Swiatłana Cichanouska, przebywa na emigracji, chcąc poczuć się odrobinę bezpieczniej.

Maryja Kalesnikawa – to kolejna twarz wielkiej zmiany, przewodnicząca sztabu Wiktara Babaryki. Na jednym ze spotkań z wyborcami przemówiła, głosem wszystkich zgromadzonych słuchaczy. Zaczęła od krótkiej retrospekcji, zaznaczając, że: „Jeszcze 3 miesiące temu byłam zadowolona ze swojego życia. Ale czy jestem zadowolona teraz? NIE! Teraz nie jestem zadowolona, jestem przeszczęśliwa! Jestem szczęśliwa, że jestem na tym miejscu, jestem szczęśliwa widząc Was i Wasze iskierki w oczach”. Dziś Maryja Kaleśnikawa prawdopodobnie została porwana, wiadomo jednak, że podarła swój paszport w akcie rozpaczy – tym samym dając do zrozumienia, że nie da się dobrowolnie namówić na przekroczenie granicy z Ukrainą.

Ostatnia z trzech symbolicznych postaci nowego ruchu, to Wieranika Capkała – przewodnicząca sztabu Walerego Capkały. Swoje przemówienie na jednym z wieców, jeszcze przed wyborami w sierpniu, rozpoczęła od przyznania faktu, iż: „Moja mama, co trzeba powiedzieć – pracowała z naszym obecnym prezydentem Łukaszenką. Wtedy był parlamentarzystą, dobrze się znali, pracowali razem. Kiedy obecny prezydent przyszedł do władzy, sfabrykował sprawę przeciwko mojej mamie.

Nie wspominałam, że kiedy fabrykowano tę sprawę, moja mama była ciężko chora. Miała raka w 3 stadium. I zatrzymano ją podczas pobytu w szpitalu, wyprowadzali ją pod strażą. WSTYD! Ja poszłam do sali, gdzie siedziały dwie strażniczki, a moja mama leżała na podłodze… na gołej podłodze, przykuta do kaloryfera! Przykuta tą ręką spaloną do kości przez chemioterapię. W tamtym momencie zobaczyłam prawdziwe oblicze naszej władzy”. Kadry z Mińska zapierają dech w piersiach, oglądając relacje wideo z przywołanego spotkania z wyborcami – łzy same cisną się do oczu… zarówno słuchając przerażających wyznań i traumatycznych wspomnień Weraniki, jak również obserwując reakcje poruszonego, związanego żelazną więzią porozumienia i zjednoczenia – energicznie skandującego imiona swoich liderek, tłumu Białorusinów.

Dzisiaj Wieranika Capkała – również została zmuszona do emigracji i opuszczenia swojego kraju, w obawie o własne bezpieczeństwo. 9 sierpnia 2020 roku na Białorusi odbyły się wybory prezydenckie. Sztaby aż trzech głównych oponentów urzędującego Prezydenta połączyły się i wspólnie postanowiły dążyć do zmian. Białorusini od samego początku masowo okazywali poparcie dla opozycyjnych liderów i działań wymierzonych w kontrze przeciwko Łukaszence. Mimo rzekomej wygranej urzędującego Prezydenta – zdecydowanie nie posiadł on legitymacji władzy wśród obywateli, ma za to problem z nieudolnym tłumieniem buntów. Gołym okiem widać jak niezgoda, ostry sprzeciw i niezadowolenie – aż kipią wśród ludzi od czasu ogłoszenia „oficjalnych” wyników wyborów. Innymi słowy na Białorusi na stałe zagościł opór – którego ludzie wcale nie chcą kryć, który nie milknie i który prawdopodobnie będzie eskalował, gdyż ludzie (delikatnie rzecz ujmując – niezadowoleni) z wyników wyborów, za wszelką cenę pragną dowieść swych racji i osiągnąć zamierzone cele. Co za tym idzie, chcą wygnać znienawidzonego władcę z „tronu”, do którego przez ćwierć wieku zdążył niejako „wrosnąć”.

Zdecydowanie jednak, wciąż jeszcze długa, wyboista i kręta droga oraz nie lada wyzwania przed całym białoruskim społeczeństwem – na drodze ku wyzwoleniu spod szponów dyktatora. Podczas gdy wielu działających na zlecenie aparatczyków, naiwnie myślało, że zdoła w barbarzyński sposób zamknąć usta ludziom i zdusić rewolucje w zarodku, a koniec nowej fali jest już przesądzony – trzeba powiedzieć jak bardzo się mylili… Ci – którzy nie spodziewali się takiego obrotu spraw. Wciąż narastającego buntu i wielkiego rozmachu w działaniach przeciwników władzy. Dotychczas nie udało się skutecznie wyciszyć rozgoryczonych, pragnących wolności, niczym zdrowia protestujących. Ale to od odważnych Kobiet wszystko się zaczęło… Kobiety – oponentki władzy spotykały się z Białorusinami w całym kraju – stanowczo i konsekwentnie krytykując obecną władzę. Jak się później okazało było to wyłącznie preludium do znacznie większego oddolnego poruszenia, na całej Białoruskiej ziemi. Wszak to właśnie one przetarły szlaki następnym oddziałom Kobiet walczących. Zdarzenia jakie mogliśmy obserwować na przestrzeni ostatnich miesięcy, były początkiem wiekopomnego zrywu – tego procesu, nie da się już zatrzymać, cofnąć ani odwrócić. Wbrew okrutnemu losowi, jaki spotyka najbardziej aktywnych działaczy i ich rodziny oraz całego trudu i niesprawiedliwości – jaką jest walka z potężniejszym przeciwnikiem… wierzę, że prawdziwa siła nie ma wiele wspólnego z ekspozycją swej mocy i prężeniem muskułów, czy sprawnym posługiwaniem się policyjną pałką, lecz znajduje się znacznie wyżej – ponad podziałami. Łączy wszystkich strapionych niewidzialną wstążką solidarności. To właśnie ta siła ostatecznie musi zwyciężyć. Jestem pełna podziwu dla tych wszystkich wspaniałych Kobiet, które skutecznie zaczęły kruszyć lód i zobojętnienie w sercach zmęczonego doczesnym życiem narodu.

Kobietom wiodącym prym w walce o lepsze jutro na Białorusi, co pragnę mocno akcentować – towarzyszy od samego początku niebywała siła, nieustępliwość, wola walki i ogromna determinacja. Niezbitym dowodem tego są waleczne postawy ofiar zatrzymań, aresztowań, przemocy i innych patologicznych zjawisk… które niestety stały się dniem powszednim na białoruskiej ziemi, a które jak dotąd nie zabiły w nich owej waleczności i zapału. Dotychczas na kartach historii, w świetle, a raczej w cieniu wydarzeń – jakie część z nas pamięta, nie tylko z przekazów świadków… wydarzeń z udziałem zbuntowanego tłumu, zwłaszcza z bloku wschodniego, w tym również Polski – wszelka gloria, cześć i chwała kojarzona była w znakomitej większości z twarzami mężczyzn – przywódcami i liderami, którzy stali się ikonami. Sądzę, że te nazwiska znamy wszyscy i nie muszę ich tutaj przytaczać. Chciałam jednak zwrócić uwagę na fakt, iż aktualnie pośrednio – póki co wyłącznie z perspektywy obserwatora – jesteśmy mniej lub bardziej aktywnymi uczestnikami kreowania dotąd nieznanych i nieoczywistych trendów – bowiem dzisiejsza Białoruś kojarzona z wolnością, ma twarz KOBIET.

Pewna dama z Polski – nasza duma, noblistka Olga Tokarczuk, na łamach „Gazety Wyborczej” przypomniała nam słowa, które padły z ust prezydenta Łukaszenki… dobitnie wskazując – jak do cna prawdziwe jest stwierdzenie, o sile białoruskich Kobiet walczących o wolność i demokrację: „Aleksander Łukaszenka powiedział kiedyś: „Nasza konstytucja jest taka, że mężczyźnie ciężko jest nieść brzemię władzy – jeśli dać ten ciężar kobiecie, biedaczka padnie”. Mam złą dla pana i dobrą dla całego świata wiadomość: otóż ta biedaczka nie padnie. Więcej – wywalczy wolność dla Białorusi”. Na kanwie aktualnych tarć, ciężko nie zgodzić się z powyższym – mimo wszystko idealistycznym założeniem Pani Tokarczuk.

Niestety w białoruskich realiach wciąż dochodzi do krwawych starć z milicją. Organizowane są marsze solidarności i demonstracje, na które stawiają się rzesze niestrudzonych w walce ludzi – głównie Kobiet. Gotowych poświęcić życie i zdrowie swoje oraz swoich bliskich, dla osiągnięcia wyższego celu. Policja jest bezwzględna wobec demonstrujących – nie bacząc na płeć przeciwnika – ostentacyjnie akcentuje swoją złudną przewagę. Swoje głębokie zaniepokojenie sytuacją na Białorusi, wyrażają już nie tylko zwykli obywatele, stowarzyszenia, fundacje, czy organizacje międzynarodowe. Coraz głośniej słychać komentarze europejskich przywódczyń – w tym Angeli Merkel, która odnosząc się do doniesień w sprawie kolejnych, brutalnych zatrzymań, do których doszło podczas marszu Kobiet w Mińsku – dała wyraz swojego niezadowolenia i empatii z zatrzymanymi, mówiąc, że: „Na Białorusi zaangażowanie na rzecz demokracji jest obecnie zadeptywane. Jesteśmy bardzo zaniepokojeni wydarzeniami na Białorusi. To godne podziwu, z jaką odwagą i determinacją ludzie wychodzą na ulice w imię wolności i praworządności”.

Pomimo trwającego pobytu na emigracji, Swiatłana Cichanouska nie milknie, lecz apeluje do „swojej rodzimej władzy” – żądając natychmiastowego opamiętania. W ostatnio wydanym przez nią oświadczeniu czytamy: „Przemoc wobec kobiet jest skandaliczna. Chcę was ostrzec, że każdy, kto popełnia przestępstwa przeciwko pokojowym demonstrantom, zostanie pociągnięty do odpowiedzialności. Macie szansę stanąć po stronie ludzi i nie wykonywać przestępczych rozkazów”. Miejmy nadzieję, że ten koszmar już wkrótce się zakończy, z możliwie najmniejszą liczbą ofiar. Finalnie spełniając marzenia i oczekiwania jedynej słusznej strony, która ma za sobą większość demokratycznego świata… Co my możemy zrobić, nie mogąc w zasadzie wiele? Przede wszystkim nie możemy zamiatać ważnych spraw pod dywan, zaklinać rzeczywistości, ani udawać, że problem nie istnieje, bo następnym razem siły innego OMON-u mogą zapukać wprost do naszych drzwi. Nie mamy prawa milczeć, nie możemy pozostawać całkowicie bierni. Niezależnie od finału i ostatecznych rezultatów tej trwającej na naszych oczach rewolucji – przewidywane nowe porządki na Białorusi bezsprzecznie mają dzisiaj twarz SILNYCH KOBIET.

Autorka tekstu:

Anna Kozielska – rocznik 94, prawniczka, pasjonatka sportu i podróży. Na co dzień mieszka w Szwecji, gdzie zgłębia tajniki międzynarodowych korporacji i łamie język na sztokholmskim dialekcie. Ciałem najchętniej przebywa w rodzinnym domu, zwłaszcza w towarzystwie przyjaciół i dobrego jedzenia. Myślami najczęściej jest, gdzieś daleko, w oderwaniu od rutynowych spraw. Takim miejscem, jest na przykład dzisiejsza Białoruś, o której niestety tak mało słyszymy, w kontekście bieżących wydarzeń geopolitycznych. Od zawsze, z poczuciem misji, przygląda się aktualnym wydarzeniom ze świata. W efekcie często, w trosce o słabszych i potrzebujących, podejmuje się rozmaitej działalności, na rzecz wolontariatu. Zaangażowana społecznie, nie tylko w sprawy Polskie. Od marca 2020 roku, prowadzi blog „na imię JEJ SIŁA”, gdzie serwuje codzienny zastrzyk inspiracji i motywacji, dla Kobiet. Wkrótce ukaże się jej debiutancka książka, o tym samym tytule.

Nie wyobraża sobie dnia bez kawy, a o tej porze roku – bez ciepłego koca.

Prowadzimy Fanpage, na którym dzielimy się z Tobą naszą wiedzą i doświadczeniem oraz na bieżąco śledzimy i informujemy o zmieniającej się rzeczywistości prawnej.

Jesteśmy założycielkami kobiecej grupy, w której wspólnie rozwiązujemy codzienne wyzwania prawne, dzielimy się wiedzą i doświadczeniem. Wspieramy się!

Menu