Oddaj swój głos i zobacz co możesz wygrać!

WPADŁAM W CZARNĄ OTCHŁAŃ, GDZIE PANUJĄ CIEMNOŚCI
UFAŁAM ZBYT MOCNO

CHCIAŁAM ZE SOBĄ SKOŃCZYĆ, A TERAZ JESTEM SZCZĘŚLIWA JAK NIGDY DOTĄD!

Mam na imię Madzia i w tym roku skończyłam 50 lat, piszę ponieważ chciałam podzielić się z Wami moją historią i dać Wam wiarę, że można się podnieść po trudnych przejściach.

KOLOROWA TĘCZA

Wyszłam za mąż w 1989 roku, miałam wtedy 19 lat. Mojego przyszłego męża poznałam ucząc się w szkole Rolniczej. Początkowo był moim przyjacielem, jednak później nasza relacja przerodziła się w miłość. Nie przeszkadzało mu, że w czasie gdy się poznawaliśmy miałam już kilkumiesięczną córkę z innego związku. Przysposobił ją, dał nazwisko i od tej pory była już NASZYM dzieckiem, nie tylko moim. W 1990 roku urodziła się jej młodsza siostra. Byłam bardzo szczęśliwa i pewna, że razem damy dzieciom wszystko co najlepsze.

KIEDY CHMURY ZAWISŁY

Przez pierwsze dziesięć lat małżeństwa, nasze relacje układały się bardzo dobrze, czułam się bezpieczna i kochana. Niestety później zaczęło się psuć między nami. Wtedy mąż zdradził mnie po raz pierwszy. Poczułam się bardzo zraniona, oszukana, jednak postanowiłam dać mu drugą szansę. Później było coraz gorzej. Mąż zaczął nadużywać alkoholu. Znęcał się nade mną i dziećmi zarówno fizycznie jak i psychicznie. W tym czasie mieliśmy już cztery córki. Znosiłam to, ponieważ nie chciałam żeby dzieci musiały wychowywać się w niepełnej rodzinie.

W 2006 roku po 17 latach zajmowania się domem, dziećmi i gospodarstwem poszłam do pracy. Zaczęłam o siebie bardziej dbać, malować się, uważnie dobierałam ubrania. Bardzo zależało mi, żeby w pracy prezentować się jak najlepiej. Nie chciałam być dłużej „kurą domową” na łasce męża, nie chciałam czuć się sprzątaczką, służącą. Byłam zdeterminowana żeby się usamodzielnić i zapewnić dzieciom lepszy byt. Dopiero wtedy zaczęło się najgorsze. Mój despotyczny mąż nie potrafił znieść faktu, że mogę być od niego niezależna, że mogę mieć swoje sprawy. Zaczął mnie wyzywać, oskarżać wielokrotnie o wyimaginowany przez siebie romans. Przemoc fizyczna jak i psychiczna nasiliły się. Czułam się bezradna. Proponowałam terapię małżeńską, ale mąż uznawał że nie jest mu to potrzebne i powiedział, że mogę sobie na nią chodzić sama. Tkwiłam w tym toksycznym związku przez ponad 20 lat, znosząc liczne upokorzenia i nie wiedząc co powinnam zrobić.

PĘKŁAM…

W kwietniu 2018 roku coś we mnie pękło. Zaczęłam się leczyć psychiatrycznie na silną depresję lękową. Miałam trzy próby samobójcze, na pięć tygodni straciłam głos z powodu nadmiernego stresu. Bałam się wszystkich i wszystkiego, a w szczególności własnego męża, człowieka, którego kochałam kiedyś ponad wszystko. Trzęsłam się na samą myśl, że zaraz wróci z pracy i znowu zacznie się piekło – obrażanie, szydzenie, wyśmiewanie, poniżanie…

W międzyczasie mąż przyznał się do drugiej zdrady. Nie było już przeprosin i obietnic poprawy. Mąż powiedział, że od teraz będzie miał żonę i kochankę. Kobietą, z którą mnie zdradzał okazała się jego pierwsza dziewczyna, mieszkająca w tej samej wsi co my. Ich romans, jak się potem okazało, trwał od 2006 roku czyli odkąd poszłam do pracy i nie byłam już na każde jego skinienie.

PODNIEŚĆ SIĘ Z KOLAN

W maju 2018 roku zaczęłam terapię psychiatryczną i psychologiczną. Niestety nie przyniosło to pożądanych efektów, a mój stan ciągle się pogarszał. Moja pani doktor postanowiła skierować mnie do szpitala psychiatrycznego w Złotoryi, gdzie byłam przez pół roku. Po wyjściu z oddziału przez rok byłam na zasiłku rehabilitacyjnym.

Z mężem rozwiodłam się podczas mojego pobytu w szpitalu psychiatrycznym, 19 listopada 2018 roku. Później kolega ze szpitala dodał mnie do grupy na Facebooku „Życie po rozwodzie”. Do tej pory jestem mu za to wdzięczna. Dwa miesiące po oficjalnym zakończeniu związku z moim mężem, czyli 23 stycznia 2019 roku, napisał do mnie pewien mężczyzna i coś między nami zaiskrzyło. Dobrze się nam pisało, potem rozmawiało. Teraz jesteśmy razem i jestem bardzo szczęśliwa, planujemy wspólną przyszłość. On też jest człowiekiem „po przejściach”, rozwodnikiem.

Oboje jesteśmy zarówno rodzicami jak i dziadkami. On ma dwie córki i wnuczkę, ja mam cztery wspaniałe córki i dwoje wnuków. Mój ukochany mężczyzna jest osobą niepełnosprawną. W sierpniu 2018 roku miał wypadek, przez co lekarze byli zmuszeni amputować mu lewą rękę aż do łokcia. Bał się, że go przez to odrzucę, ale dla mnie nie ma znaczenia wygląd, pieniądze, tylko to jakim jest człowiekiem. Nasz związek jest pełen miłości, wzajemnej troski i wsparcia. Przy nim mam poczucie bezpieczeństwa, którego nie dawał mi przez wiele lat mąż.

Postanowiłam podzielić się moją historią, żeby Wam drogie kobiety dodać siłę i wiarę w to, że Wasze życie może się zmienić. Nie musicie trwać przy mężu tyranie. Chociaż jest bardzo ciężko da się wyjść z toksycznego związku i znowu być szczęśliwą. Musicie być silne i zdecydowane. Pamiętajcie, trwając w takim związku cierpicie nie tylko Wy, ale także Wasze dzieci. Przemoc fizyczna i psychiczna ma na nie ogromny wpływ.

Chciałam zakończyć swoje życie, a teraz jestem szczęśliwa jak nigdy dotąd. Musicie uwierzyć, że Wasza codzienność nie musi tak wyglądać, to od Was zależy kiedy odważycie się sięgnąć po swoje lepsze jutro. Weźcie życie we własne ręce i nie poddawajcie się.

Niech moja historia będzie dla Was przykładem na to, że jeszcze wszystko może się zmienić!

Puenta psychologa Anny Preis

Małżeństwo, związek dwóch osób, bardzo często ewoluuje, niestety czasami w złym kierunku. Tak było w przypadku Madzi. Po 10 latach dobrego małżeństwa jej związek z mężem zaczął się psuć, a sam ukochany mąż zmienił się nie do poznania. Zdrada, później alkohol, przemoc fizyczna i psychiczna. Początkowo wiele kobiet tłumaczy sobie, że ich partner się poprawi, że z czasem będzie lepiej. Niestety w bardzo wielu przypadkach dzieje się wręcz odwrotnie – jest coraz gorzej. Kobietom często trudno jest zakończyć taki toksyczny związek. Powodów jest tu wiele: chęć utrzymania dla dobra dzieci „pełnej rodziny”, zależność finansowa od męża, współuzależnienie czy obawa przed oceną społeczną („a co ludzie powiedzą”). Na pewno wiele z tych czynników powodowało, że i Madzia trwała w tym toksycznym związku. Niestety musiała za to drogo zapłacić własnym zdrowiem i prawie życiem (depresja lękowa, próby samobójcze). Na szczęście po otrzymaniu fachowej pomocy i leczeniu na nowo odżyła i zakończyła małżeństwo pełne przemocy i tyranii. To pozwoliło jej otworzyć się na nowe w jej życiu i dzięki temu poznała wspaniałego mężczyznę, z którym tworzy teraz dobry związek oparty na miłości i zaufaniu. Jej historia jest dobitnym powodem na to, że nie warto kontynuować toksycznych związków, tylko trzeba zawczasu zawalczyć o siebie i swoje szczęście.

Zainspirowała Cię ta historia? Może przeżyłaś coś podobnego i chciałabyś się tym podzielić? Napisz o tym w komentarzu. Pamiętaj, że od 1 września będziesz mogła zagłosować na tę historię! Wśród głosujących rozlosujemy cenne nagrody.

guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Grażyna

Piękna i wzruszająca historia! dużo zdrowia życzę

Menu